… A obciąć Panu ogonek

… A obciąć Panu ogonek

… tak właśnie. Przez ostatnie weekendowe cztery dni zostałam profesjonalnym, wykwalifikowanym obcinaczem ogonków. Jakkolwiek przerażająco to brzmi.

To akurat przerażające nie było. Był fun i wielka radość – jakby to zaśpiewały Elektryczne Gitary. Ale ich tu nie było, nie ta impreza, chociaż czasem instrumentarium się zgadza.  To tylko…

EthnoPort Poznań

Festiwal muzyki „etnicznej”. Jubileuszowa edycja. Okrągła. Dziesiąta już. Nie mogłam nie uczestniczyć. No po prostu nie mogłam. Przecież zawsze jestem, od tych dziesięciu lat.* Pamiętam jeszcze pierwszy w 2008 w Starym Korycie Warty. Wspominałam o imprezie przy okazji posta o Żywiołaku.

W tym roku był dla mnie nieco inny. Z powodów różnych.  Ot, tak na dziesięciolecie zrobiłam sobie prezent podwójny. Raz – udział w czterodniowym festiwalu… i dwa – tym razem praca przy organizacji i ogarnianiu tegoż. Tak się wkręciłam. Czterodniowy weekend (właściwie to pięcio 😉 ) „zapłacony” moim urlopem od regularnej pracy. Znajomi się dziwią, jak to jest. No jak? Żeby brać urlop w pracy tylko po to, żeby w swoje wolne zapieprzać całymi dniami w gratisie. No ale… fun, wielka radość i pełen odlot bez wspomagaczy. Nakręcała nas muzyka. Pozytywny kontakt i flow jaki łapaliśmy z ludźmi. Bo takich jak ja było więcej. Kilkanaście osób zaangażowanych w festiwal.

Od środka.

Tak właśnie tym razem mogłam to oglądać. Jak działa, kto za tym wszystkim stoi. I jaka masa pracy, naprawdę ogrom jest przy dograniu wszystkiego. A wiem, że widziałam tylko tak naprawdę urywek. Mimo to, po czterech dniach czuję wszystkie mięśnie. Przemęczenie, niedospanie, ból w łydkach od codziennych wędrówek Wilda – Zamek, tam i z powrotem, bycia cały dzień na chodzie i biegania po terenie imprezy. Stres? E… gdzie tam. Jaki znowu stres. Nie w festiwalowej atmosferze. Nie kiedy to, okazało się, że coś się poprzesuwało, coś wypadło i nagle w piątkowy poranek trzeba okleić jabłka. Ha ha!

Yhm. Dziesiątki kartonów z jabłkami, setki kilogramów. Każde musiało być wyczyszczone, wytarte i dostać swoją kolorową naklejkę. Taki bilecik na wieczorne koncerty na Ethnoportowej trawce przed Zamkiem. Na trawce… Gorzej. Wystarczyła ekipa kilku osób zamkniętych w zamkowej wieży, odpowiednia muzyczka i mieliśmy taki odlot, że nie jeden morfinista mógłby pozazdrościć.

– Czy ktoś się dławi?

– Nie, to duński.

Rozmawiamy ze sobą będąc na swojej, lub nie-swojej zmianie w punkcie info. O studiach na etno, o studiach gdzieś indziej, o języku norweskim. Tak, tak. Jako, że bardzo oczekiwana przeze mnie artystka koncertująca w tym roku na EthnoPorcie stamtąd pochodzi. Dokładniej z ludu Saami. Szamanka. Podobno taka prawdziwa. Bardzo charyzmatyczna na koncercie. I jeszcze bardziej już po. Na żywo, z bliska, podczas podpisywania swoich płyt. To dopiero było przerażające. Naprawdę. Ogrom ludzi przy punkcie info w zamkowym holu. Akurat podczas mojej zmiany przy sprzedaży płyt, obcinania ogonków i udzielania wszelkich informacji i pomocy. Ale przeżyliśmy.

Tak samo jak…

Dakha Brakha.

To był czad. I do końca nie wiedziałam czy jest sens oglądać. Serio, serio. Widziałam na jednej z poprzednich edycji. Jeszcze nad Wartą to było. Potem na „powrotach” – pojedynczych koncertach w Sali Wielkiej. Miałam obawy oglądać po raz kolejny – żeby sobie nie popsuć jeśli będzie słabo i powtarzalnie. Nie, nie było. Była niesamowita energia. Spodobało się. Generalnie wszystkim, bo podczas podpisywania płyt w info po ich show ludzie rzucali się jak na torebki Wittchena w Lidlu czy innej Biedronce. Uratowała nas sprawna organizacja, dobrze opracowany system kontrolowania tego co się dzieje i właściwi ludzie na właściwym miejscu. „Świetnie wyszkolony haremik” jednego z pracowników Zamku odpowiedzialnego za tą część organizowania festiwalu.

Recenzji jest w sieci mnóstwo…

… i zdjęć. I zapewne pojawi się sporo więcej. Wystarczy zerknąć na profil wydarzenia na facebooku. Nie ma sensu więc, jak to w poprzednich latach blogowania opisywać wszystkiego. Można poczytać chociażby tu. Albo na profilu. Tylko takie brzydkie wrażenie mam, że recenzujący troszkę o czymś zapomniał. Fajnie że część koncertów go zachwyciła, ale wypadało też pochylić się nad tymi które ruszyły mnie, mimo iż recenzenta akurat nie. Ale tu jest naprawdę świetna, krótka i przystępna.

Piranie. Zdecydowanie. Mimo, że po trzecim dniu padnięta i obolała widziałam jako ostatni koncert, zamykający dzień. Zdecydowanie kolumbijskie piranie, pomimo, a może właśnie dlatego, że to takie ethno-disco. Ruszyła mnie Iva Bittova. I stukam się w główkę, że nie zapoznałam się z jej twórczością wcześniej. No jak, to tak? Plan żeby jak najszybciej to nadrobić. I o dziwo… Adam Strug. To taka muzyka do tańczenia dla moich rodziców – słyszę kiedy komunikuję w punkcie info, że właśnie sobie od ich idę na ten koncert na dziedzińcu. Z szokiem i niedowierzaniem. No ok, troszkę może młoda jestem na takie klimaty, ale spokojny i natchniony chill był mi akurat potrzebny. I Leśmian. Leśmian też. Najlepiej po indyjsku, tyle że ta impreza odbywała się równocześnie z EthnoPortem w wykonaniu Waldemara Rychłego. Damn! Od dawna chciałam posłuchać, ale coś trzeba było wybrać. Może przy kolejnej okazji. Zresztą Rychłych to na tej imprezie zawsze dość sporo. Ktoś musi zapowiadać zespoły. I w tym roku prowadzić „Kazania o swobodnych dźwiękach” – jedne z pośród wielu towarzyszących atrakcji i warsztatów.

Opaski, bilety i inne gadżety

Jak zawsze na EthnoPorcie. Tradycja już. Banery z poprzedniego roku pocięte i przerobione na mega wygodne, trwałe i pojemne torby. Upcykling pełną gębą. Przypinki, materiałowe opaski na nadgarstku będące biletem wstępu na wszystkie koncerty. I koszulki. Bardzo ładne w porównaniu do poprzedniej edycji. Naprawdę piękne. Ponoć ludzie w zamkowym sklepiku przy kasie też się o nie zabijali. Swoją dostałam wcześniej. W pakiecie z torbą, identyfikatorem i papierami do podpisu. Takie moje szczęście. Ale tłukłabym się o jedną gdyby było inaczej. Zdecydowanie.

*raz jeden być nie mogłam z powodów różnych. Mea culpa – mam nadzieję, że więcej się to nie powtórzy.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Preferencje plików cookies

Inne

Inne pliki cookie to te, które są analizowane i nie zostały jeszcze przypisane do żadnej z kategorii.

Niezbędne

Niezbędne
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.

Reklamowe

Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.

Analityczne

Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzający wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.

Funkcjonalne

Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.

Wydajnościowe

Wydajnościowe pliki cookie pomagają zrozumieć i analizować kluczowe wskaźniki wydajności strony, co pomaga zapewnić lepsze wrażenia dla użytkowników.