Idealnym dopełnieniem tygodnia zawsze był weekend. Dwa dni wolnego od pracy, spotkania, towarzyskie szaleństwa… Nie zawsze dla mnie, ale cóż… taka specyfika mojej pracy. Ostatnio jednak mogłam sobie pozwolić. Mimo wszystkiego – a w tym słowie w ostatnich tygodniach w moim życiu mieści sie naprawdę sporo zdarzeń – miałam tą okazję pouczestniczyć w miejskim życiu. Miejsko-plażowym właściwie 😉
Wiecie w Poznaniu mamy rzekę…
… i chociaż słyszałam, że miasto się tyłkiem na Wartę wypięło kawał czasu temu, to teraz na fali aktywizacji przestrzeni miejskiej od kilku lat nad brzegiem powstają różne inicjatywy i bardziej lub mniej kulturalne atrakcje. Dużo można by o tym mówić, ale ja naprawdę nie czuje się kompetentna do głębszych wypowiedzi na ten temat, jako że, planistą miejskim nie jestem, aktywistką również nie, nawet zbytnio nie uczestniczyłam we wszelkich imprezach… Bywałam co prawda niemal co roku na EthnoPorcie, kiedy to jeszcze koncerty odbywały się nad Wartą (i po przeniesieniu EthnoPortu również ale już nie nad rzeką). Zaraz, zaraz… Ostatnio mi się zdarzyło.
Impreza na otwarcie KontenerArtu. I Żywiołak.
Była okazja
…tak się akurat składa, w tym właśnie miejscu zobaczyć ich wcześniej. Tak o kilka lat. W ramach drugiej edycji festiwalu EthnoPort w 2009 roku. Nie dotarłam. Niestety, tak to się zdarzyło. Pierwszy i ostatni raz kiedy ominęłam ten kilkudniowy festiwal. Ale o tym czym jest EthnoPort pewnie za niedługo. Historia jak to zwykle bywa zatacza krąg. I ponownie nadarzyła się okazja żeby zobaczyć Żywiołaka na żywo.
Pierwszy raz
…zetknęłam się z nimi muzycznie na początku studiów. O ironio! Na pierwszym roku Etnologii na wydziale historycznym. No i wszystko składa się w całość 😉 Żywiołak nie jest prosty w odbiorze. Zdecydowanie nie jest to ludowa skoczna muzyka – choć zdarzają im się podobneż kawałki jak zagrany na koncercie „Świdryga i Midryga”, ale generalnie pogański mrok. I teksty, które trzeba czasem przetrawić. Bardzo inspirowane i z odniesieniami do ludowości, demonologii i mitologii słowiańskiej. Dla etnologa… Cudo, muzyczna uczta. Mniam.
Pierwszym więc takim kontaktem z Żywiołakiem był kawałek „Oko Dybuka”. Przypomniał mi się znowu po wydaniu przez nich płyty Nowa Ex-Tradycja bardzo promowanej w radiu.
Na żywo na koncercie… hmmm… uderzenia i wielkiego wow nie było… może kwestia pogody, problem z nagłośnieniem, ale i tak muzyczno-etnologiczne mniam!
Polecam posłuchać.