Kto mnie rucha?

Hmmm… Kto mnie rucha? No kto? Zdaje się, że nikt. Taka brutalna i najprawdziwsza prawda. Smutne, co nie? Ale tak to już w życiu bywa. Być może dlatego, że nie chodzę na dyskoteki. Na manifestacje ostatnio również nie. Nie lubię tłumów, nie mam siły, dopadła mnie jesień. I zniechęcenie. Jakże miło przerwane energetyzującym wkurwem. Staram przepuszczać przez siebie wiele zasłyszanych treści i wypowiedzi. Oceny na temat kobiet i czyjeś osobiste opinie też. Wszak pracuję w poważnym miejscu z tradycją. Tradycją „chamskich czwarteczków”, kiedy to wszelkie niesmaczne, wulgarne i seksistowskie żarty są dozwolone, a poprawność polityczna jest niczym mityczny biały jednorożec w lesie. Zdarzają się jednak rzeczy nad którymi obojętnie przejść nie umiem i jako człowiek nie mogę. Zwyczajnie nie mogę.

Nie chodzę na dyskoteki

„Ładne laski idą na dyskotekę, a brzydkie, których nikt nie chce bzykać, to idą na demonstrację.”

Hmmm… Może dlatego, że nie jestem laską. Jestem młoda kobietą. Ale przede wszystkim człowiekiem. Tak właśnie, człowiekiem. Takim jak ty. I pani z pieskiem na ulicy, pan w czapce czy młody chłopak w sklepie z ciuchami. Tak, jak reszcie społeczności w tym kraju – nie tylko nobilitowanym mecenasom i prawnikom – należy mi się szacunek. Taki zwykły i zwykła ludzka uprzejmość. Ba, nawet obojętność obcych ludzi na moją osobę jest dla mnie mega akceptowalna.
Tego właśnie domagają się protestujące w czarnych marszach kobiety. Zwykłego poszanowania ich godności, prawa głosu, prawa do samostanowienia. Idą na manifestację. Ale nie po to, żeby jakiś tam pan prawnik oceniał je którą by bzyknął.

„I mówię: ta? O Jezus, o Boże. Tak stałem i myślałem i doszedłem do wniosku: Kto to rucha? Doszedłem do wniosku, że nikt. I dlatego idą w tej manifestacji.”

Ecce homo

To, to jest człowiek. Taki sam jak ty, on czy sąsiad. I ta postawa powinna być najważniejszą życiową prawdą objawioną dla każdego. Tym bardziej zdeklarowanego katolika.
Mogę się wkurzać, a może to po mnie spłynąć, jak po różnych wypowiadających się o aferce i niefortunnym „żarciku” internautkach. Tak, tak, właśnie. Mogą uznać, że ich to nie obraża i ich to nie dotyczy. Skoro tak jak nie chodzę na dyskoteki, nie chodzę też na manifestacje, to nie było to personalnie o mnie. Ale chwila, chwilunia… czy aby przypadkiem taką postawą i podkreślaniem, że nie czujemy się jako kobiety urażone tą wypowiedzią, nie dajemy tym aby przyzwolenia na „kulturę gwałtu”. Na to, aby za każdą przemoc na tle seksualnym, w tym agresję słowną można było winić kobiety. No bo przecież na pewno taka, co poszła na dyskotekę zamiast manifę (bo była ładna) sama tego chciała. No jak to nie chciała? One zawsze chcą „żeby się nad nimi ulitować i je za majtki pociągnąć” – kolejna durna wypowiedź specjalisty.

Jakbyśmy przecież śmiały nie chcieć, żeby ktoś nas wyruchał. Prawda. A jeśli do niczego takiego nie dojdzie, zarzuca potem kobieta focha, że pewnie nie dość fajna do bzykania była. Szowinistyczne, nadęte myślenie zdeklarowanych katolików, do których chyba jeszcze nie dotarło, że kobieta może czegoś nie chcieć. Tak po prostu może nie być tym zainteresowana.
Tragicznie się patrzy na tego typu wypowiedzi biednego, grubego misia, w dodatku przedsiębiorcy oszukanego i okradzionego przez bank.

Ruchać to my, nie nas

I współczuje tylko osobom, których relacje międzyludzkie polegają na tym, kto kogo wyrucha. Jak kto lubi… zresztą Tylko prosiłabym trzymać to zamknięte na cztery spusty we własnych domach.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *