Są w życiu takie rzeczy które wyznaczają nowe początki. Ileż ich można mieć i wciąż, i wciąż, i ciągle zaczynać od nowa. Pisałam? Jasne, że pisałam. Rzecz w tym, iż nowy początek jest to proces ciągły. Paradoksalnie, prawda? Naiwne było by mi powiedzieć, że już, że pstryk – zaczynamy od nowa, teraz wszystko już będzie inaczej. Nie, nie będzie. „Inaczej” to coś czego trzeba się nauczyć. W każdej kolejnej sytuacji je przemyśleć, zastanowić się nad tym, co to właściwie oznacza „inaczej”… i czy na tym życiowym polu akurat jest nam potrzebne? Ale na pewno? A przemyśl to może raz jeszcze?
Nie z wszystkim muszę się godzić, nie wszystko muszę i powinnam zmieniać. Są jeszcze w tym życiu rzeczy stałe. Zdjęcia. Zdjęcia i rysunki… i koty są stałe. Chodzenie w prawie-że-eleganckim zimowym wełnianym płaszczu z kapturem, nie. To akurat dla mnie nowość. Dość przyjemna ze zmian. Przyznam, iż nic nie grzeje fajniej niż wełna. Żadne tam skórzane kurtki z zawojami bluz ubijającymi się w rękawach i pod pachą. Płaszczyk. W komplecie najlepiej…
Żółty szalik
Kto nie widział – koniecznie nadrabia, samo poczytanie recenzji nie wystarczy.
Ot, tak skoro już jesteśmy w temacie nowych początków. Początek jest ciągłą zmianą, jest budowaniem siebie na nowo. Czasem wystarczy wymiana kilku cegieł, poszerzenie okna na świat. Gorzej kiedy kto ma przegnite fundamenty. Tego się nie da wyleczyć – a przynajmniej ja nie będę się w to bawić.
Mnie to teraz tylko cieszyć się idącą wiosną.