Hello World… welcome…
pierwszy post jaki standardowo pojawia się, kiedy się zaczyna… Ale ile tych „początków” można w życiu mieć. Już to przechodziłam. W formie blogowej aż kilka lat temu. Życiowo? Chyba nigdy nie zaczynałam od nowego startu. Dzień dobry więc. Bardzo spóźnione. Tak o prawie że rok. Także ten…
Hello w… w… w.. Wilda.
Codziennie rano. Kiedy wychodzę po bułki do sklepu, albo wyruszam do pracy uśmiecham się do siebie. Rozglądam po swoim nowym miejscu. Obdrapane ściany kamienic, wąskie brukowane ulice, lokalny element. Penersko z lekka. Ale ok. Mawiają, że człowiek może się do wszystkiego przyzwyczaić. A ja… co dzień się na nowo zachłystuję i zachwycam. Słońcem które świeci mi w twarz, nocnymi powrotami pieszo z centrum miasta. Rześkim powiewem zimą w kuchni może trochę mniej, ale taki urok starych kamienic. Poddaszem i odsłoniętymi belkami w całym mieszkaniu. Tak po prostu się cieszę. Nauczyłam się tego. W zasadzie to na nowo… bo zdaje mi się że już kiedyś umiałam doceniać małe rzeczy. Ale „ciało pamięta” jak myślę sobie czasem na treningu, gdyż nie odparte mam wrażenie, że ta zdolność do reagowania na proste sprawy, jak najzwyklejsze promienie słońca czy powiew wiatru to czynność czysto biologiczna.
Dzień dobry Wildo.
Dobranoc też…