Pokociło was wszystkich

Dokładnie. Chociaż zwykle mówiłam, że kogoś zdrowo pozajączkowało. Podłapałam w liceum od polonistki. Tak jakoś.

Lubię Olgę Tokarczuk. O ile można powiedzieć, że się kogoś lubi, kogo się zupełnie nie zna. Tak właśnie. Chyba ją lubię. Jako człowieka. A z pewnością jej twórczość. Pierwszy raz zetknęłam się z nią lata temu. Z twórczością znaczy się. Jeszcze w liceum. Polonistka zachęcała, przekonując „ludzie ale czytajcie coś jeszcze, oprócz opracowań” Coś więcej niż tylko obowiązkowe, przymusowe szkolne lektury. Mądra kobieta, pewne dlatego tak twierdzę bo miałam z nią względny spokój, mimo mojego niepozostawiającego wiele do życzenia stosunku do frekwencji na zajęciach. Tak, spokój w głowie – bo czytałam. Sama z siebie, sporo więcej niż ta obowiązkowa lista. To de facto omijałam jak się dało. Rzuciła nam kiedyś kilka nazwisk. I właśnie Tokarczuk. Pierwsze co miałam okazję poznać to raczej taka bajeczka dla dorosłych dzieci. Potem już coraz bardziej. Kolejna powieść, zbiory opowiadań.

„Pokotu” nie czytałam

A właściwie to ” Prowadź swój pług przez kości umarłych” bo tak właściwie nazywa się niedawno zekranizowana książka.* Nie czytałam. Jeszcze. Za to bardzo chciałam zobaczyć film. Koniecznie. Mniej więcej przypuszczałam czego się mogę spodziewać. Tym bardziej, że jeden z ostatnich seansów na który się załapałam – wiadomo, chroniczny brak czasu i nierozciągliwość doby –  był w „Muzie” przy okazji konferencji „Troska i okrucieństwo” organizowanej przez instytucje pro-zwierzęce.**

Nie jestem oszołomką

I długo, długo nie byłam wegetariańska, gdyż po prostu nie chcę być kojarzona z ludźmi którzy zaglądają innym do talerza i opowiadają o pomordowanych zwierzątkach mówiąc jak ktoś inny ma żyć. Nie, to nie ja. Niech każdy sobie robi w swojej kuchni chce, nic mi do tego. Troszkę inne zdanie mam w kwestii hodowania na futro i…

…myśliwych

Tą właśnie społeczność widzimy w „Pokocie”. Zgraję facetów, którzy biegają z bronią po lesie w ramach zabawy w męskość i pierwotne instynkty. Pierwotne to owszem tu sporo jest. Przede wszystkim agresja i ignorancja.

Oprócz tej zgrai mamy też główną bohaterkę. Wzorowana ponoć na autentycznej osobie, którą Olga Tokarczuk znała. Zupełne przeciwieństwo. Banał, można by powiedzieć. Zwykły literacki banał tworzyć historię w oparciu o kontrast czarnych charakterów i świetlanej postaci. Jednak działa. Zadziwiająco dobrze. A może po prostu Tokarczuk pozwoliła w filmie na spłycenie swoich bohaterów. Tego nie wiem. Przecież jeszcze nie czytałam.

Duszejko której oczami „opowiada” nie jest aż tak świetlana i nieskazitelna. Co to, to nie. Pali trawę i nie wiadomo co jeszcze. Jako stara baba mieszkająca na wiosce w górach. Stara baba nadzwyczaj dobrze mi się kojarzy – jak przed koncertem Hourii Aichi w Zamku pomyślałam sobie „O, stara baba, oud i daf, to będzie kawał dobrej muzyki.” Skojarzenie mam bynajmniej w żadnym stopniu nie pejoratywne. Bohaterka przywodzi mi na myśl kogoś jeszcze, o kim ciepło myślę. Nie mniej Duszejko to charyzmatyczna postać, nonkonformistka przeciwko pozostałej społeczności. Zagrzebana w tworzenie horoskopów, astrologię i mroczną poezję. Yay! Coś dla mnie. Choć z przerażeniem patrząc w przyszłość gdzieś tam w jej górskiej chacie widzę siebie, jako jedną z moich możliwych, alternatywnych wersji.

Każda historia ma gdzieś swój początek…

… i koniec też. Od czego zaczęła się chronologicznie „akcja” filmu widzimy dokładnie. Nie jest pocięty na kawałki, poprzesuwany i posklejany z wizji jak „Miasteczko Twin Peaks”. Co to, to nie, chociaż czasem zdjęcia mogą się podobnie kojarzyć. I nie ma też w nim narkotyków. Zobaczyć można broń i agresję, hipokryzję małego miasteczka. A potem zagadkę, rozwijającą się wraz z fabułą, próbującą przez cały seans stawiać pytania. Właściwie jedno wiodące. A co było by gdyby zwierzęta faktycznie zaczęły się na nas mścić. Za wszystko. Za to co widzimy dookoła w stosunku do nich. I też za to niedopowiedziane. Gdyby tylko mogły. I gdyby mogły opowiedzieć komuś swoją historię, swoją wersję. Bo tak, to patrzymy na wszystko tylko jednostronnie. Z perspektywy człowieka. Gdyby one mogły nam coś opowiedzieć. Czy mówią więcej w książce. Tego nie wiem. Przecież jeszcze nie czytałam.

Wiem za to jak na sam film patrzą myśliwi. Mam znajomego ze studiów, który zawsze komentuje w internecie treści kierowane przeciwko tej społeczności. Rzeczowo, z argumentami, bez spiny i bez zadęcia, bez agresji. Za co mu dziękuję, bo mogę spojrzeć na to z drugiej strony. Od zwierząt nie dowiemy się raczej nigdy. Niestety.

Książka grzecznie czeka na półce aż całkowicie ochłonę z ekranizacji żebym mogła spokojnie i na „świeżo” spojrzeć raz jeszcze kolejny.

 

* Jakkolwiek nie jest to pierwsza ekranizacja na podstawie twórczości Tokarczuk. Polecam „Żurek” z Figurą w głównej roli

** Samą autorkę miałam okazję widzieć z dwa lata wcześniej na debacie z księdzem o duszy zwierząt organizowanej przez „Otwarte Klatki”

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *