Są osoby, które fascynują podróże. Cóż… Zwiedzać, oglądać, patrzeć, chłonąć. Pięknie. Facebook, instagram i tweeter maja pożywkę, można się pokazać. Lux lux, kochanieńkie. U mnie jakoś tak, jakby mniej zainteresowania w tym kierunku. Nie, żebym nie chciała, no nie, to nie tak. Ale przyziemne sprawy i zobowiązania tez istnieją. Nie do końca oswojone u mnie uczucie po powrocie do domu z dłuższej nieobecności, mały, miętowy kotek który przytula się i pomrukuje z wyrzutem „matka, gdzieś ty była, kociałke tęskniło”. No i jak ja mogłabym to zwierzowi zrobić. No jak? A z drugiej strony… Oglądać, patrzeć, chłonąć, zapisywać obrazki pod powiekami i na matrycy. Tak, zdecydowanie tak.
Berlin daleko nie jest. Ot, tri-hundred-kilometer. Cztery godzinki w nocy, w czerwonym Polskim Busie. Prosto z Głównego w Poznaniu na Zentraler Omnibusbahnhof zagranicą. Bez żadnych problemów, no prawie, ale o tym ciii, o tym później. Internetowa kasa biletowa, screen w telefonie, w razie czego tradycyjnie wydruk na świstku papieru. Zestaw „map” – zrzutów z Googla gdzie mam dojść i jak. A potem już niedospana nocka, bo powrót z pracy późno, wyjazd w środku nocy i poranek. Poranek już w Berlinie. W ramach spotkania z USK Berlin. Pisałam o tym niedawno, o tu. Wraz z rysunkami, które udało mi się skrobnąć przywiozłam też zdjęcia. Kilkanaście. Chciałoby się ze sobą kupę sprzętu foto ze sobą zabrać, no ale… Plecaczek ma swoją pojemność, mój organizm swoją wytrzymałość na łażenie kilometrów z obciążeniem również. Nic to, wystarczył kompakt. Musiał. Ale co udało mi się złapać… hmmm… Highlife, modernizm, mój berliński „Taj Michaelkirche” na Orianenplatz.
I słonia rodem jak z Tajlandii czy innych Indii. Hah, marzenie na kiedyś tam. Niemniej wówczas na pewno nie będzie mi trzeba kurtki, długiej bluzy i rajstop we wzorki. No sukienka może być.
I wszystko fajnie. Da się tak na szybko, krótko, co by kota na dłużej samego w domu nie zostawiać. Powrót po intensywnych dwóch dniach łażenia, spania w hostelu w wersji economic-pokój-bardzo-wieleosobowy. Kulturka. Trochę mniej w drugą stronę. Pasażerka przekonująca kierowcę, że bilet ma ale gdzieś w telefonie jej się zapodział, spóźniony pasażer do odbioru z lotniska. Poza tym spokój. Pełna kulturka. Tak mogłabym zdecydowanie częściej.