Tylko się za bardzo nie rozgośćcie z brudnymi butami, które dodatkowo i całkiem celowo upaprane macie gównem. Nie będę cudzego gówna sprzątać z mojego zielonego dywanu z wełny. Nie będę też po nikim zmywać jego brudów ani jego kompleksów. Maść na ból dupy mi się dawno skończyła, jak komuś potrzeba może zawsze się wybrać do pobliskiego „sklepu potrzeb kulturalnych”… znaczy się na najbliższe forum na social mediach gdzie ludzie pławią się w głaskaniu po główce, użalaniu i babraniu w tym jak olaboga trudno jest.
Jest trudno. Jeśli po obejrzeniu Akademii Pana Kleksa, tak w ramach relaksu po całym weekendowym dniu, tak żeby było miło i lekko odpalają się inne opowiastki to znak, że jest trudno. Nigdy zresztą nie było łatwo. Aczkolwiek jest o tyle dobrze że mam drogowskazy, kierunki, mapę uczuć wyrytą głęboko w sercu, ścieżki wydeptane pomiędzy kłębowiskiem książek psychologicznych leżących w pozornym nieładzie pomiędzy jednym a drugim stolikiem kawowym. Piętrzących się na regale.
Witaj w bajce, w której dzieci zbyt szybko muszą dorosnąć przygniatane problemami dorosłych. Bajka, w której nie ma miejsca na spontaniczność i wyobraźnię. Bo człowiek traci swoją wyobraźnię kiedy jego wewnętrzny dzieciak nie może się śmiać, tańczyć i śpiewać. Jakim cudem przy takiej presji i takich próbach zaszczucia mnie, ustawienia w szeregu udało mi się zachować tyle kreatywności i taki flow w pisaniu. Pisaniu, które nadal ktoś próbuje popsuć, skazić. Zawsze znajdzie się ktoś taki, kto swoje ciasne myślenie i frustracje wyładuje na drugiej osobie. Zawsze będzie ktoś kto spróbuje przerzucić na ciebie winę za swoje niepowodzenia, niespełnione pseudo-ambicje i oczekiwania.
Jestem jak w zbroi, jestem odporna na wszelkie wyobrażenia na mój temat, kiedy ktoś tylko spróbuje mnie złamać, nagiąć do swoich fantazji, przekroczyć granice wytyczonego przeze mnie kręgu. Kręgu do którego nie wolno nikomu wtargnąć, mogę tu kogoś ewentualnie wpuścić, na odległość metra. A na wyciągnięcie ręki? Na wyciągnięcie ręki mam siebie, siebie w lustrze i miejsce dla tej osoby jednej spośród sześciu miliardów innych ludzi. Tylko tej jednej istocie wolno do mnie podejść na odległość oddechu.
W mojej bajce nie ma chichów, księżniczek, czarów, dzieci i złotych aniołków srających tęczą. Jest zamieć śnieżna, jest dziewczynka z zapałkami i samotny chłopiec zamarzający na środku jeziora. W mojej bajce wieje chłodem, płomienie parzą boleśnie palce i gasną. W mojej bajce jest król zrodzony z wilczej krwi, który kiedyś pozwoli sobie zdjąć przy mnie zbroję. Bo to jest moja bajka. To nie jest bajka dla „skrzywdzonych” pań, które marzą o zamienieniu się w księżniczki, to nie jest bajka o bogatym księciu. To bajka o wilku. Nie, nie tym który do spółki z czerwonym i różowym kapturkiem goni się po lesie. To jest bajka w której mogę wszystko jeśli przezwyciężę strach. To bajka o empatii. Empatia to nie jest taka zupa z Azji, co nie? To opowieść o zrozumieniu i sercu topiącym lód. Bajka o wewnętrznej sile, której nikt nie zgniecie.
Ta bajka jeszcze się nie skończyła, cały czas się piszę, jeszcze można zmienić jej zakończenie. Jeszcze mogę dopisać kilka zdań.