Nierozerwalne więzi

Nierozerwalne więzi

Jest taka więź nierozerwalna, która determinuje dużo więcej niż mogłoby nam się zdawać. Pisałam o tym gdzieś ostatnio. To znaczy Simona Kossak pisała, a ja tylko po niej powtarzam. Bo ze mnie to dupa jest a nie naukowiec, i kozia dupa jeśli chodzi o psycho(zoo)logię. Wolę zdać się na autorytet w tej dziedzinie, chociaż średnio lubię autorytety i mało kto tej rangi u mnie sięga.

Obserwując zachowania zwierząt, ja jestem przekonana, że najmniejszy pisk dziecka, jeśli się obudziło, nawet jak jest nakarmione i przewinięte, to ten pisk to nie jest fanaberia i rozpuszczenie, tylko brakuje mu czegoś równie ważnego jak mleko matki. Kontaktu z matką. Im więcej będzie kontaktów z matką, tym lepszy będzie w dzieciach podkład do zachowań socjalnych.
Dzikie gęsi całe dzieciństwo spędziły tuż przy mamie, cały czas w stadzie z mamusią i z mamusią uczą się latać, i z mamusią odlecą do ciepłych krajów, bo bez matki nie odnalazłyby drogi jaką mają odbyć.

Matka pokazuje drogę, uczy zachowań. To nasze korzenie, nasz łącznik z przeszłością. Oboje rodziców zresztą. Pomaga rozwinąć skrzydła i wylecieć z gniazda. Tylko co jeśli korzenie są pognite i nie dają pewnego oparcia do bezpiecznego lotu, a skrzydła połamane. Łamane wciąż i wciąż po każdej ich krzywej i nieudolnej próbie zrośnięcia się. No właśnie co?

Chciałoby się powiedzieć, że nieprawda, że w życiu tak nie jest. Że to jakieś wymysły, opowiastki żeby poużalać się nad sobą. A może to tylko jakaś patologia, nieliczne wyjątki. No bo jak to tak? Dziecku własnemu skrzydła łamać? Dziecko trzeba kochać bezwarunkowo. No chyba że rodzic bardziej się troszczy tylko o siebie, a kochać nie umie. Nikogo. Siebie również. Jak w takim razie, jeśli sam nie ma miłości własnej ma ją przelać na dziecko. Bzdury, kalumnie i nieprawda jakaś, słowa rzucane jak oszczepy przez niewdzięczne dzieci.
„Mam być wdzięczna – Za co pytam się – Za niepokój za nieprzespane noce – Za zwątpienia za obiecany raj – Na który pewnie nie zasłużę” – lalalala, tralalala, jak śpiewała już dawno temu Kasia Nosowska. A Nosowskiej to ja słuchałam, dużo kiedyś, bardzo dużo obserwując świat. Wtedy jeszcze nie wiedziałam że ten kawałek tekstu będę za kilkanaście lat do czegoś odnosić. Wtedy sobie po prostu pod nosem śpiewałam.

Patrzę, widzę i czytam. Czytam książki, które to kłębią mi się już wszędzie obok regału, nie mieszczą się na stoliku kawowych, zalegają w stosy na podłodze, czytam internety. Co jak co, ale w internetach to sama prawda jest. Nieoszlifowana przez tekst literacki, felieton, cenzurę, wydawcę. Pełen przekrój, mogłabym powiedzieć, pełen wachlarz poglądów z poza mojej bańki mydlanej. W social mediach wiadomo, każdy może się wypowiedzieć co sądzi o świecie, nawet jeżeli ten jego świat jest bardzo malutki, horyzonty wąskie – nie szersze niż „ja, ja, bo ja tak uważam i tak jest”.
Przesuwają mi się więc przed oczami opowieści o złych mężach, złych żonach, matkach i kochankach. A na to zawsze w komentarzu ktoś krzyknie – „no ale nie, bo ja wiem, bo jest inaczej bo jak tak tupnę nogą”. Wąskie horyzonty, brak wyobraźni, brak empatii i zrozumienia, że nie zawsze rzeczy są takie jak być powinny. Bywa zupełnie inaczej niż powinno. No cóż, bywa. Bywa, że matki nie uczą swoich gąsek jak latać i jak odnaleźć swoją drogę do szczęścia w ciepłych krainach. Najczęściej żeby pisklę nie dorosło i nie wyfrunęło z domu, zwyczajnie łamią skrzydła… i serca, wielokrotnie.

TOKSYCZNA MATKA

Książka o tym tyle wpadła mi w ręce przypadkiem-nieprzypadkiem. To jeden z fantów wylicytowanych przeze mnie na bazarku na rzecz fundacji „Ja Paczę Sercem”, którą to wspieram z całego serducha i również całą sobą polecam. Przypadek więc? Nie sądzę. Po prostu pojawiła się w którejś edycji bazarku. O tym, że napisał ją Robert Rutkowski i Irena Stanisławska dowiedziałam się po zakupie, kiedy to rozpakowałam kolejny (!!?) karton z wysłanymi do mnie książkami z fundacji. Mówiłam, piętrzą się u mnie w stosy i ciągle ich przybywa, różnych, takich lekkich, zabawnych też. Kto to jest Robert Rutkowski pokojarzyłam daleko w trakcie czytania. Były narkoman, obecnie terapeuta, który pomaga ludziom wyjść z uzależnień – tych w relacjach też. Wspominała mi kiedyś o nim bliska osoba, że jest dzięki temu autentyczny, bo sam przeżył uzależnienia.


W czym matki są toksyczne? Ale jak to? Mama, mamusia? Mamusię trzeba wielbić i słuchać, mamusia dla małego dziecka niemal bogiem jest. Jak więc bóg krzywdę może robić. Czasem w pełni świadomie. Ano może. Świadczą o tym opowieści pacjentek, ich wypowiedzi o swoich relacjach z matkami, o swoim dzieciństwie. Tak bardzo cholernie ważnym, bo to tam wszystko w życiu człowieka się zaczyna.

Miałam dwadzieścia kilka lat, gdy zaczęłam się zastanawiać, dlaczego mama zdecydowała się mnie urodzić. Może sobie wymyśliła, że zajmę się nią na starość? Skoro Hania jest chodzącym cudem, ideałem, a ja ani mądra, ani ładna, ale z dobrym sercem, to pewnie nadaję się na opiekunkę – Irena A. Stanisławska, Robert Rutkowski, Toksyczna matka, wydawnictwo Muza 2021, str. 12

… mama uważała, że ja jestem tak inteligentna (bez problemu miałam w szkole same piątki), że skończę dobre studia i pojadę w świat robić karierę, a moja siostra jest głupsza i brzydsza, więc będzie się nią opiekować na starość. Zresztą tylko po to ją urodziła, co cały czas powtarzała. A wcześniej dokonała sześciu aborcji. To dobrze opisuje moją mamę – Irena A. Stanisławska, Robert Rutkowski, Toksyczna matka, wydawnictwo Muza 2021, str. 33

I można by takich opowieści i relacji znaleźć więcej, jak nie w książce, to po prostu w życiu. Mówiłam, czytam internety i opowieści o złych teściowych kradnących nowe buty żeby komuś innemu „biedniejszemu” oddać, znam historie o zabieraniu własnym dzieciom zabawek i darowaniu ich obcym, o stawianiu zawsze na swoim, siłowo, za pleckami kiedy to się jak zwykle nie ma racji. Ale racja, racją a musi być po mojemu i już. To historie o utracie autorytetów. O rodzicach, którzy powinni dzieci wspierać zamiast brutalnie forsować swoje nieadekwatne wizje, o upadku w oczach własnych dzieci. Ej no, bo jak uważać kogoś za autorytet, jak ten „autorytet” zwyczajnie głupi jest, i nie przyzna się że nie ma racji tylko agresywnie pokrzykuje. No właściwie dokładnie jak toksyczne matki (i ojcowie, ale książka tytuł ma jaki ma).

Co robią zatem matki oprócz wrzeszczenia i tupania nogami. Jak tną skrzydła? Jak to się odbywa? Ano chociażby tak:

Miałem w gabinecie pacjenta – alkoholika – który opowiadał mi, jak jego matka, kłócąc się z jego ojcem, wpadała w histerię, rzucała przedmiotami i krzycząc, że idzie się zabić, ostentacyjnie ubierała się w przedpokoju, żeby wyjść z domu. Oczywiście to była kompletna bzdura, bo wcale nie chciała tego zrobić, tylko sadystycznie upajała się widokiem przerażonego chłopca, uczepionego jej nóg, płaczącego, błagającego: „Mamo, nie zabijaj się!”. To już psychopatia! Ona karmiła się tym, że komuś jest niezbędna. Karmiła swoje chore ego tym, że jej dziecko było uczepione jej nóg!
Mija trzydzieści lat i mamy tego prawie czterdziestoletniego mężczyznę, który, o zgrozo!, dziesięć razy dziennie musi z matką porozmawiać, by zaspokoić jej potrzebę kontaktu. Bo tak jak kiedyś on czepiał się jej nóg, tak teraz ona uczepiła się jego. – Irena A. Stanisławska, Robert Rutkowski, Toksyczna matka, wydawnictwo Muza 2021, str. 173

Zgłosiła się do mnie matka dziewiętnastoletniej dziewczyny. Poprosiła mnie, bym ratował córkę przed jej chłopakiem. Potajemnie przeczytała pamiętnik córki, a w nim kilka smutnych wynurzeń na temat postawy chłopaka, faktycznie nie do końca dobrej. Matka uznała, że córka jest przez niego całkowicie omotana, a nawet opętana. Że chłopak się nad nią znęca. Przedstawiła mi wręcz obraz psychopaty (wspierał ją w tym jej mąż, ojciec córki)
Spotkałem się kilka razy z dziewczyną. Płacząc, mówiła, że nie wie, jak ma postąpić. Zaproponowałem wspólną sesję z chłopakiem. Zobaczyłem normalnych młodych ludzi, w bardzo emocjonalnym, pełnym zaangażowania z obu stron, dynamicznym związku. Dałem im „błogosławieństwo” terapeutyczne, powiedziałem, by walczyli o siebie, szli w swoją stronę i nie patrzyli na boki. Dziewczyna miała straszne poczucie winy. W jej przypadku miłość mogła być na nie lekarstwem. Po kilku latach para ta trafiła do mnie z innym problemem. Nadal byli szczęśliwymi ludźmi, co utwierdziło mnie w słuszności mojej wcześniejszej interpretacji faktów. Natomiast matka przez te wszystkie lata nie odpuściła. Więc nie chodziło tu o chłopaka, lecz o to, że córka chciała przeciąć pępowinę, na co matka nie wyrażała zgody. – Irena A. Stanisławska, Robert Rutkowski, Toksyczna matka, wydawnictwo Muza 2021, str. 188

Nie można przecież pozwolić wyfrunąć z gniazda okaleczanemu emocjonalnie przez rodzica pisklęciu. To pisklę miało mieć połamane skrzydła, żeby się opiekować dorosłymi na starość. Żeby miał kto podać przysłowiową szklankę wody. Po to niektóre matki dzieci rodzą. Żeby się nimi chwalić, realizować „projekt dziecko” – jako swoje niespełnione wizje na temat życia, wmuszając mu realizację swoich marzeń zawodowych czy tam innych, albo jako posłuszne arcydzieło do chwalenia się nim, bo takie zdolne „och i ach!, często odcinając kupony od tego co dzieciak sam osiągnął, a rodzic do tego palca nie przyłożył. Skąd wiem? Z książki, którą przeczytałam, jednej, drugiej, trzeciej. Z życia, które tu i ówdzie obserwuję.


Bo musi mieć kto podać tą cholerną szklankę wody na starość, dziecko należy uwiązać do siebie pępowiną. A najlepiej tą pępowiną zadusić, odebrać oddech i przestrzeń, żeby nigdzie nie uciekło. Egoistyczne jest traktowanie przez rodziców dzieci jako swoją własność, której życiem, planem na siebie i emocjami chciałoby się rozporządzać. Szantaże emocjonalne, poniżanie, umniejszanie, zawstydzanie przed znajomymi, tylko po to żeby dzieciak tych znajomych nie miał i do końca życia był przyklejony do mamusi. A każdy człowiek to osobny byt, chociaż dwuletnie dziecko jeszcze sobie na tym etapie rozwoju nie zdaje z tego sprawy. Wtedy musi być w kontakcie z matką, ale po to by mieć w dorosłym życiu wsparcie, czuć miłość, i posiadać silne rodowe korzenie żeby bezpiecznie w dorosłości rozwinąć skrzydła.
Co jeśli nie ma korzeni? Musi mieć zajebiście silne skrzydła. Da się. Widziałam, można takie u siebie wytrenować. Nierzadko z pomocą terapii.

Co każda matka powinna powiedzieć swojej córce?

Jestem po to, żeby cię wspierać. Nauczyć żyć i wypuścić w świat. Będzie mi trudno rozstać się z tobą, al potrafię sobie radzić bez ciebie – przecież dawałam sobie radę, zanim się urodziłaś. Ty zajmij się swoim życiem, swoimi dziećmi. Twoim zadaniem jest być mądrzejszą i szczęśliwszą ode mnie. Jestem ci wdzięczna, bo dzięki tobie mogłam się spełnić jako matka. Nie jesteś mi nic winna. – – Irena A. Stanisławska, Robert Rutkowski, Toksyczna matka, wydawnictwo Muza 2021, str. 179

Chyba, że jest toksyczna, że jest narcyzem wspaniałym i nikt nie może się równać jej „boskości” i wspaniałości, tym bardziej mały głupi dzieciak. Bo dla toksycznych rodziców dzieciak zawsze będzie głupi, tak żeby trzeba było podejmować decyzje za niego co dla niego dobre, a co nie. Dzieciak jest naiwny, nie poradzi sobie – ba, celowo nigdy nie był wychowywany tak, żeby sobie poradzić – musi więc zostać przywiązany do rodziców, pępowiną wokół szyi, aż do braku tchu.

Tym bardziej dzieci toksycznych rodziców nie są im nic winne. I same powinny to sobie powtarzać, tak często jak się da, za każdym razem kiedy zaczynają w siebie wątpić.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Preferencje plików cookies

Inne

Inne pliki cookie to te, które są analizowane i nie zostały jeszcze przypisane do żadnej z kategorii.

Niezbędne

Niezbędne
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.

Reklamowe

Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.

Analityczne

Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzający wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.

Funkcjonalne

Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.

Wydajnościowe

Wydajnościowe pliki cookie pomagają zrozumieć i analizować kluczowe wskaźniki wydajności strony, co pomaga zapewnić lepsze wrażenia dla użytkowników.