„Gdyby bohaterowie ostatnio przeczytanej książki mieli Cię uratować…” – taka tam kiedyś pośród moich głównie internetowych znajomych krążyła zabawa na fejsiku. Zwykle nie uczestniczę w żadnych łańcuszkach, odznaczaniach czy innych komentarzach polegających na udostępnianiu czy żebrolajkach, tym razem chciałam sobie ciut poczytać, co to za lektury inni ludzie mają. A żeby nie było tak, że tylko biorę też dodać coś od siebie.
Gdyby bohaterowie ostatnio przeczytanej książki mieli mnie uratować to… były by to koty.
Koty widzę, wszędzie koty
Nic w tym szczególnego, mając w domu Miętową, a i w tym czasie akurat czytałam „Jedenaście pazurów” – antologię polskich opowiadań fantasy o tychże futrzakach. Niecodzienni ci moi herosi, no ale przecież i tak fantastyka, a każdy ma takiego bohatera na jakiego sobie zasłużył. Fantasmagorie, wymysły i bajki bywają ok.
Bajki i bajeczki
Dlaczego to koty nie skojarzyły mi się z tym polem literackim wcześniej? Nie wiem. Gdzieś tam z dzieciństwa chyba każdy pamięta kota w butach. Wszak często się wszelkiej maści zwierzęta w bajkach pojawiają. Małe skubane chowańce. Kiedyś nawet już czytałam „W krainie kota” Doroty Terakowskiej, lata temu. Fantastyka ale raczej dla dzieci, może ciut starszych ale jednak. Mnie – cóż począć – odpowiada w czytaniu trochę cięższy kaliber. Nie znam książek o wiewiórkach – niestety.
Koralina
Mogłam się domyślić, że zbyt lekkie to dla mnie będzie. Nie mniej dla wprawy, żeby cokolwiek z książek chłonąć. Sam tytuł sugerował już, że ciężar gatunkowy troszkę nie mój. Neil Gaiman. Nie miałam wcześniej okazji zapoznać się z czymkolwiek z jego twórczości. Tą lekturkę akurat dostałam od znajomej, tak ot, w ramach remontowych porządków. Do poczytania przed snem. Zwykle tego nie robię – to znaczy czytam przed snem, a i owszem – ale zerknęłam na recenzję na tylnej okładce, chociaż zazwyczaj, jak w przypadku filmów wolę odbierać coś na czysto bez wcześniejszych informacji. „Przerażająca, nie pozwala zasnąć” Ok. W końcu i tak nie spałam, męczyły mnie długie bezsenne noce, aż po blady świt. Zarywałam całe nocki wiercąc się na łóżku. Nie było więc czego się bać – skoro i tak nie śpię. No i faktycznie, bo „Koralina” to taka…
Bajka dla dzieci
Ciut starszych, ale zawsze. Chociaż to miłe, że można napisać coś nowego zamiast utartych już od dziesiątek lat do porzygania zbiorów baśni i opowiadań. No i jeszcze fantastyka. Kolejny plus. Mrrr… Jak zawsze jest główny bohater, i nie, nie jest nim tytułowa Koralina – dziewczynka z olbrzymią ciekawością świata. Głównym bohaterem jest kot. Czarny, gadający kot. Prowadzi dzieciaka przez meandry rzeczywistości. No i czasem mówi – jak na bajeczkę to nawet, nawet poważne rzeczy.
„– Koty nie mają imion – odparł.
– Nie? – spytała Koralina.
– Nie – potwierdził kot. – Wy, ludzie, macie imiona. To dlatego, że nie wiecie, kim jesteście. My wiemy, kim jesteśmy, więc nie potrzebujemy imion.”
Gdyby miau mnie uratować bohater ostatnio czytanej książki… no cóż, mogę czuć się w takiej wizji bezpieczna. Bo po prostu, zwyczajnie wierzę w czarne koty.