Zbierałam się długo… A nie, w zasadzie mogę powiedzieć że zebrałam się raz, dwa – powrót z pracy na rowerze, jak zawsze zresztą. Z niepokojem czy zdążę, świadomością, że zaraz się spóźnię i znowu nic z tego. A szkoda by była, bo ten spektakl chciałam zobaczyć już dawno. Nigdy się niestety nie składało, coś było nie po drodze i nie o tej godzinie. Tym razem na ścisk. Czasowo. Bo na widowni miejsca było sporo. Dane mi było zasiąść w drugim rzędzie i na godzinę odlecieć. W indyjsko-słowiańskie poematy.
Ale jak to?
No właśnie tak. Zdawałoby się niemożliwe takie połączenie. Z tradycyjną indyjską muzyką i wierszami Bolesława Leśmiana. Już było. Widziałam podobne, na jednym z EthnoPortów lewitowałam nad podłogą w Sali Wielkiej do kojącej zmysły poezji. Niesamowite przeżycie. Dlatego też tak bardzo chciałam zobaczyć to:
Przystanek Poezja: Leśmian po indyjsku
Projekt trójki ludzi każde z nich na swój sposób związane z tradycyjną muzyką i poezją.
Waldemara Rychłego chyba przedstawiać nie trzeba – związany z polską sceną folkową od bardzo dawna. Można by powiedzieć, że odkąd pamiętam, ale właśnie… pamiętać nie mogę bo już w 1985 roku wydali pierwszą folkową płytę. A ileż wtedy miałam lat? Zdecydowanie zbyt mało żeby być jakkolwiek świadoma muzycznie.
Mandar Purandare, związany z Teatrem Nowym i równie teatralna Elżbieta Rojek.
Takie trans-kulturowe połączenia zdarzało się też widywać wcześniej, jak wspomniałam EthnoPorty…
Szukamy mostów
Nad całym tym oceanem kulturowych znaczeń i korzeni, które to ostatecznie prowadzą nas w jedno wspólne miejsce. W miejsce gdzie jako człowiek przeżywamy i współuczestniczymy. Jako widz. Jako element wszechogarniającej nas przyrody. Obserwując jej potęgę wobec ludzkich okruchów, przenikanie nas i współistnienie. Tak jak może przenikać się i współistnieć tradycyjna muzyka i poezja indyjska i Bolesław Leśmian.
„Przed świtem”
Trwa jeszcze ciemne rano –
Śpi niebo nad altaną.
Staw błysnął o dwa kroki –
Już widać, że głęboki.
W łopuchu czy w pokrzywie
Świerszcz dzwoni przeraźliwie!
Rozpoznajże w ciemnocie,
Czy wróbel tkwi na płocie?
Kształt wszelki wybrnął z cienia.
Lecz nie chce mieć imienia.
Chce snom się jeszcze przydać:
Nie widać nic, a – widać.
A i warto wspomnieć, że nie tylko projekt Przystanek Poezja z tej twórczości czerpie. Żeby daleko nie szukać. Żywiołak „Psychoteka” i pozostając dalej w tym muzycznym klimacie „Świdryga i Midryga”.
I czy naprawdę człowiek, który próbuje poznawać i odczuwać naszą kulturę i jej dziedzictwo jest gorszy od wszechobecnej młodzieży wykrzykującej „narodowe” hasła o byciu Polakiem i Słowianinem tylko dlatego że ma inny odcień skóry? Człowiek, który jest w stanie do niej wnieść o wiele, wiele więcej.