…śmiało! Bo tylko to jest tak naprawdę ku temu potrzebne. Żadne drogie sprzęty foto, słoiki czy inne filtry.
Patrzę czasem na zdjęcia. Ba, dużo obserwując różne profile czy inne fanpejdże na facebooku się tego dziennie po oczach przewija. I tak zastanawiałabym się lata temu… Wow… ale jak oni to robią, ale to trzeba mieć sprzęt.
Ale bzdurka.
Wystarczy oko. Oko i szkiełko – rzec by się chciało. A może jednak wystarczy wyczucie. I wiara w siebie. W to, co się robi. Wystarczy patrzeć, dużo zauważać, notować emocjonalnie, zwiedzać swoje miasto jak turysta chłonąc je i zachwycać się wciąż na nowo. Przemykać po miejscach gdzie światło splata się z ciemnością w jeden misternie tkany kolorowym szkiełkiem obraz. I starczy.
Telefon w dłoń, albo i inne małe, mieszczące się do kieszeni cudo. Bo serio, lepsze to niż onanizm drogim sprzętem, którego i tak nie umie się nawet po przeczytaniu instrukcji obsłużyć, nie wiedząc nawet jaką światłosiłę ma niby „ekstra” obiektyw. Brandzlujcie się dalej. My w tym czasie sobie…
… połazęgujemy.
Połapiemy kadry. Plątaninę ornamentów, garść miejskiej historii prowadzeni po meandrach kamienic i klatek schodowych przez fotograficznego przewodnika. Razem. Bez wyliczanek, kto, co, za ile i kogo zna. No to w miasto. Pa pa…
(a to akurat niedzielna ja, okiem Łazęgi)