Wspominałam o ogniu. Nie ma co mówić, że z pewnością i linkować do posta – bo widać to w całkiem niedawnym wpisie. Taka moja fascynacja. Od „zawsze”. Fu. Jaki banał. Ok, podobają mi się koncerty Rammsteina z całą płonącą oprawą, filmiki fireshow na jutubach. Chcę tak. Od dawna. Przyzwyczajam się. Przełamuję strach. Tak właśnie – strach. Bo przyznam, że huk ognia jest przerażający. Przekonałam się na ostatnim firejam na Kontenerach. Być może częścią mojego przyzwyczajania jest w ogóle przebywanie blisko centrum wydarzeń… i nie tylko. Z aparatem też. Tym razem zdjęcia promo… ale wiedzcie że na pewno nie ostatnie. Tyle do popracowania i przećwiczenia. Kadry, naświetlenie, czas ekspozycji, obróbka. Podpalanie, sprzęt, tricki. Ogrom. Póki co jestem nieco ognioodporna. Do czasu mam nadzieję, do czasu.