Nie wiem kto to powiedział, albo sama sobie ubzdurałam, że kobieta w ciężkich, wysokich butach wygląda zupełnie nie-kobieco. Pewnie sobie wkręciłam. Wiem. Albo dałam sobie wkręcić, że to takie mało babskie, że gubi się tą dziewczęcość i delikatność. Kobieta w czerni już za to jest sexi, elegancka, zmysłowa i tajemnicza.
Bullshit!
Wielki taki. Bo patrząc na siebie odnoszę wrażenie że nic bardziej nie podkreśla tej niby kruchości i filigranowości jak buty z blachą. I pazurem – zważywszy na wysokość. A i widziałam dziewczątka ubrane w czarne łaszki, którym do elegancji jak stąd do Berlina.
Teraz pewnie już bym takich nie kupiła. Zważywszy na cenę, ilość wiązania, wygodę i inne takie. Chociaż kto wie… Zwykłe sznurówki nie starczają, zamiast tego sznurek, na metry. Zdecydowanie na metry skoro to najwyższy dostępny model. 20 dziurek. Jest co sznurować. I zdecydowanie tylko do krótkich kiecek. Bo po co się męczyć gdyby miało ich nie widać 😉 Krótkie kiecki dobrze się za to mają z krótkimi kurtkami. Na guziki.
Asymetrycznie rzecz jasna, bo takie ciuchy ostatnio lubię najbardziej. Zresztą chyba widać. Nawet torbę, której zakup skądinąd był moim „problemem pierwszego świata” wybrałam pod to kryterium. Wiadomo – musiała być idealna. W innym wypadku, po co mi ona. Jako kolejna niepotrzebna rzecz w szafce? Nie, nie. Rzeczy niepotrzebne są po prostu niepotrzebne – żadna to wyższa filozofia. No dobra, może trochę minimalizmem trąci 😉 Nie mniej ideał. Buty też ideał. Chociaż pewnie po raz kolejny bym nie kupiła, bo już się w subkultury i idące za tym ograniczenia nie bawię. Bawię się w łączenie kiecki w etno-paski, krótkiej kurtki-żakietu, torby na lapka z kolorowymi dredami.