No kto by pomyślał, że film o plastikowej lalce w jej plastikowym świecie nie jest dla najmłodszych. Dla tych już trochę starszych dzieciaków też nie bardzo. Chociaż może właściwie, jakby tak się zastanowić to na odwrót jest. Dużo młodsze dzieci nie załapią i będą to dla nich po prostu ładne ruchome obrazki o lalkach, z równie ładną muzyką, te ciut starsze… hmmm… mogą zacząć zadawać pytania. Dużo pytań, dziwnych. Jak to dzieci z ich nieskrępowaną jeszcze wyobraźnią i magicznym sposobem myślenia. Takie rozmowy mogą być trudne. No bo co powiedzieć dziecku które, pyta dlaczego Ken nie ma siusiaka, skoro dzieci mają siusiaki? Czy to oznacza, że jak dziecko staje się dorosłym to mu siusiak odpada? No i weź tu wytłumacz, że to tylko plastikowa lalka o kształcie dorosłego i wcale nie musi w stu procentach odzwierciedlać rzeczywistości. Czy w takim razie „plastikowi dorośli” też nie mają siusiaków, a ci normalni i naturalni jak mama i tata mają? A czy mogą pokazać? A dlaczego nie? A po co komu siusiak? No i tak nieskrępowanie dalej. Brrrrr… jak ja się momentami cieszę, że dzieci nie mam. Zwłaszcza patrząc na mój sposób wyjaśniania świata. Wiadomo przecież, czytając tutejsze wpisy – ja się w tańcu nie pierdolę.
BARBIE TEŻ SIĘ NIE PIERDOLI
Nie ma przecież genitaliów. Jest stereotypową blondynką, z wąską talią, wielkimi oczami i dużym biustem. Zawsze na szpilkach i w ładnych ciuszkach. No ale, nie ma nic tam w majtkach. Nic, a nic. Czy to oznacza, że dorosłe kobiety stylizujące się na plastikową lalkę też odrzucają swoją seksualność i nie miewają mokro w majtach? A to już pytanie od mojego wewnętrznego dzieciaka, który jest lekko przeseksualizowany. Tak samo zadaje kłopotliwe pytania. Tylko, że na nie sama sobie muszę odpowiedzieć. Albo i nie, aczkolwiek nikt inny tego za mnie nie zrobi, jak już.
LALKI, LALUSIE I ICH ŚWIATEK
Film przyznam widziałam niedawno. Z okazji świąt. Jedni oglądają po raz tysięczny „Kevin sam w domu”, inni film o lalce Barbie, skoro już pojawił się na Netflixie. Zastanawiałam się nawet nad pójściem do kina kiedy był grany i miał głośną premierę. No i właśnie tak długo się zastanawiałam, że aż grać przestali. Norma, typowe u mnie. A wydarzenie było rozdmuchane. Teasery, reklamy, odkurzona piosenka sprzed lat z refrenem „plastik-fantastik”. Nawet stronka była do generowania (z pomocą tego panoszącego się ostatnio wszędzie AI) „fotki” na Facebooka w stylu tej cukierkowej lalki. Miałam, niezbyt mi się podobała, fotka ta znaczy się. Nie w moim stylu była. Jedyną rzeczą, jakiej żałuję, że mnie ominęła to możliwość zrobienia sobie w multipleksie przed seansem zdjęcia w ogromnym pudle, na wzór tego w jakie pakowane są lalki wychodzące z fabryki. Szkoda, bo fotki w mainstreamowych, grzecznych ciuszkach to nie raczej nie mój styl, innych internet nie oferował. Pudło byłoby idealne, jak przystało na kota. Swoją drogą dlaczego nie ma Barbie z dredami? Skoro jest Barbie-blondyna, Barbie-syrenka i wiele innych, to dlaczego nie ma Barbie-boho/hippie/reggae? Najlepiej jeszcze z wielkim gibonem – nie, nie mówię to o małpce-maskotce dla plastikowej lali. Toż to czysta dyskryminacja jest. Tym bardziej, że Ken z plastikowymi dredami chyba nawet był w sprzedaży. Google tak twierdzi. A jakże, można było kupić.
KEN NIE PODLEGA DYSKRYMINACJI
Wcale a wcale. Ken jest białoskórym, wysokim, blond lalusiem. Nie wiemy czy heteroseksualnym, w końcu nie ma siusiaka. Ale według wszelakich obiegowych przekonań, które docierają do mnie z wirtualnego świata, w którym to bywam, tak samo jak oglądam filmy, słucham muzyki i realnie, całkiem namacalnie żyję i wychodzę ze swojej cyfrowej skorupki do świata rzeczywistego (czasem) – takie męskie lalki są panami życia, wszystko do nich należy, i wszystko im się należy. Podobno.
Ale nie w świecie Barbie. Oj nie – w świecie Barbie, wszystko należy do Barbie. Wszystko jest tak jak ona chce, jak ona zaplanuje, jak ona ma ochotę. Ken? To tylko uciążliwy dodatek. Do ładnej torebki i szpilek. W zasadzie to w Barbieland nawet nie pełni roli bankomatu. Zaraz, zaraz… wydaje mi się, że motyw pieniędzy w ogóle w filmie nie istnieje, jest całkowicie pominięty. Barbie w zasadzie nie pracuje, Barbie nic nie kupuje, ona po prostu ma. Skąd ma i z czego żyje w odniesieniu do Barbie-nauczycielki czy Barbie-prezydentki, które jakąś tam rolę zawodową jednak mają przypisaną? Zadanie stereotypowej w świecie sprowadza się do tego że, ładnie wygląda i organizuje całonocne imprezki w swoim luksusowym domku dla lalek. Imprezki rzecz jasna dla koleżanek. Koledzy są niepotrzebni, koledzy są pomijani, mogą co najwyżej przydać się jako tło do wyćwiczonej tanecznej choreografii, albo na plaży, do przynoszenia kolorowych drinków. Ken, cokolwiek by nie zrobił siłą rzeczy jest pomijany, niewidzialny i niedoceniany. Jest tylko użytecznym idiotą, z którego Barbie z koleżankami może się pośmiać. Pokazać u gdzie jego miejsce. Zanim życie nie spróbuje pokazać lalce, gdzie jest jej.
O KURDE! ZMARSZCZKI I CELLULIT
Masakra, koszmar, depresja. Fuj, fuj, fuj. I stopy które, nie pasują do ciągłego biegania w szpilkach, bo są takie płaskie. Lekko wystający brzuszek, czasem worki pod oczami, z wiekiem coraz bardziej siwiejące włosy. Dzień dobry, witamy w moim świecie. Tym realnym, a nie jakimś słodko-różowo-pierdząco-plastikowym. Tak samo jak dla mnie realnym i dla setek tysięcy kobiet, z których część nie jest szczupła, nie ma wąskiej talii, dużych oczu, ani cycków. I to wszystko wcale a wcale nie znaczy, że jako kobiety jesteśmy, brzydkie, gorsze, niewystarczające i niekobiece. Jesteśmy żywe. Czasem z opuchniętymi od płaczu oczami, ze zmęczeniem wypisanym na twarzy, tak samo jak też promieniujemy radością, z siwymi włosami, które to ostatnio zupełnie planowo zapuszczam nie smarując ich więcej żółtą farbą, co to niby jak blond miała wyjść. Mam też bliznę na udzie i czasem włosy na nogach. Pod pachami też czasami.

Pojawienie się na rynku zabawkowym w grupie zabawek dla dzieci – bo są też zabawki dla dorosłych i wcale nie mówię tu o gumowych lalach w przeciwwadze do plastiku, tylko na przykład o skomplikowanych klockach Lego z których buduje się orchidee – lalek o wyglądzie dorosłych kobiet wywołało kontrowersje w społeczeństwie. Feministki upatrują się w Barbie promowania anoreksji i nadmiernego seksualizowania kobiecego ciała. Idąc dalej tym tokiem myślenia – czy lalka nie wprawiła milionów normalnych, fajnych kobiet i kompleksy? W problemy z postrzeganiem siebie w odniesieniu do wyidealizowanych proporcji i obecnie obowiązującego kanonu kobiecego wyglądu. Pęd do ciągłego „naprawiania” siebie, odchudzania, dążenia do sylwetki lalki, poprawiania rysów twarzy. I wcale nie mówię, żeby o siebie jako kobieta nie dbać, chodzić z przetłuszczonymi włosami, w brudnym rozciągniętym dresie, żeby tyć na kanapie i nie ćwiczyć. Umiar, balans, równowaga. W tym co mogę zrobić żeby fajnie wyglądać i dobrze się czuć w swoim ciele, a czego zrobić nie mogę bez interwencji skalpela. Zresztą, jak kto lubi, jak kto chce i na ile go stać. Nie mój problem, nie mój wybór i nie powinno to podlegać mojej ocenie. Ponoć jest o tym zjawisku książka, jak twierdzi Wikipedia – Mary F. Rogers „Barbie jako ikona kultury”. Nie mam jej na żadnej z półek swojego przepastnego regału, nie wypowiem się więc szczegółowo i nie odniosę do tych twierdzeń. Niemniej coś w tym jest, widać na fotkach na Instagramie, który przypominam, nie był w zamyśle tworzony do tego czym się obecnie w większej mierze stał – czytałam w „Koderach”, których to akurat mam w swoim księgozbiorze i zawsze mogę do lektury sięgnąć rzucając kilkoma cytatami. Dobitnie widać na Insta słodkie zdjęcia odpowiednio pozujących kobiet, pokazujących idealną figurę. Ok, jak kto chce i jak kto lubi. Ja mam dystans. Swoją drogą, grupa moderująca treści na tym portalu bardzo restrykcyjnie podchodzi do wpisów promujących anoreksję i nawołujących do niebezpiecznego dla zdrowia, skrajnego odchudzania. I dobrze. Wszystko spoko, byle zdrowo.
CZY FILM O LALCE JEST MANIFESTEM FEMINISTYCZNYM?
Niektórzy tak twierdzą. Barbie może być kim chce, może wybierać swój zawód, nie ma problemów materialnych, może robić co chce, jest kobietą wyzwoloną.
Ale czy na pewno? Co z wyzwoleniem od narzuconych jej standardów i kanonów urody? Są w filmie, dość wyraźnie. Czy jest w niej akceptacja siebie, taka pełna, z całym inwentarzem, stopami zbyt płaskimi na chodzenie w szpilkach, cellulitem?
No i co z Kenem? Czy „feminizm” w stylu Barbie polega na poniżaniu i wyśmiewaniu się z faceta, który za nią biega jak piesek na każde jej zawołanie? Matriarchat w różowym świecie zabawek i konsumpcji? Ja tego nie kupuję. Co to, to nie. Może jestem pierdalnięta po tych kilku latach spędzonych na etnologii, może mnie pojebało od ciągłego wąchania kadzidełek, świeczek i pogrywania na skórzanym bębenku ale matriarchat nieodłącznie, intuicyjnie czuję jako kontakt z pra-matką ziemią, stopienie z naturą i rodowe kobiece, mądre wsparcie. Nie konsumpcyjne i plastikowe wykrzykiwanie o swojej wyższości i tym co się komu należy. Wsparcia ze strony kobiet w filmie raczej nie ma. Nie jesteś fajna, różowa i idealna, to nie jesteś z nami w naszej paczce – jak dziwna, okaleczona Barbie mieszkająca a końcu tej cudownej krainy. Ta o której mówi się z przerażeniem i wyłącznie szeptem. Jedyne „wsparcie” w swojej misji odnalezienia siebie, znaczy się niby, bo ja tam żadnego zaglądania wgłąb swojej duszy nie widzę, tylko acz ponowną próbę dopasowania się do standardów społeczności lalek, Barbie dostaje od tak poniżanego przez nią Kena. Wiadomo, Ken musi na jej uwagę zasłużyć. „Dla Barbie każdy dzień jest dobry, dla Kena, tylko kiedy Barbie go zauważa”.

Każdy w filmie i tak zobaczy to co będzie chciał. Dla mnie żaden to feministyczny manifest, żadna walka z złowrogim patriarchatem zawleczonym do Barbielandu przez zrezygnowanego, wiecznie „bitego” mentalnie Kena. W sumie, nawet gościa rozumiem, też bym się wkurzyła i próbowała wprowadzić przewrót u władzy, gdyby ktoś ośmielił się mnie tak traktować.
To film o nierównościach społecznych, o dyskryminacji, o zupełnie niepotrzebnej „walce płci”, o mężczyznach z których marzeniami nikt się nie liczy i w zasadzie z nimi też krańcowo nikt się nie liczy.
Spoko, może to być film dla dzieci. Dorośli jednak zobaczą tam dużo więcej i nie dziwcie się kiedy dzieci też po seansie zaczną zadawać trudne pytania.