Ćwiczenia z mówienia

Ćwiczenia z mówienia

czyli wolność słowa nie zawsze taka kolorowa.

To znaczy można mówić. Jasne. Są podobno nawet takie książki typu „jak mówić żeby dzieci nas słuchały”. Ale ja nie mam dzieci, nawet jakoś mam kontaktu z dużo młodszymi ode mnie. Mówię więc do kotów, do siebie do innych dorosłych ludzi. I moment, co ja mówiłam „żeby dzieci słuchały”? Mam czasem nieodparte wrażenie, że kiedy mówię czuję się jakbym gadała do małej dziewczynki tupiącej nogą i wrzeszczącą mi w twarz swoje „racje”. Co to są racje to chyba wszyscy wiemy. To przypomnę. Zazwyczaj to takie coś co się komuś tylko wydaje. I zupełnie nie wiedzieć czemu ludzie urządzają sobie konkursy w tym czyja jest większa, fajniejsza, bardziej błyszczy. Spieramy się o ostanie słowo, o koniecznie postawienie na swoim, o przyznanie się interlokutora do błędu. O pochylenie głowy i posypanie popiołem i uznanie autoryteciku.

Ja autorytetów nie mam. Wręcz nienawidzę, kiedy ktoś traktuje mnie protekcjonalnie i wychodzi do mnie z pozycji większego. Nie przyjmuję nic na wiarę, nie biorę za swoje cudzych słów, tym bardziej jeśli są poparte jedynie wrzaskiem i tupaniem nóżką. No nie ma mowy. Nie ma autorytetów, są jedynie i tylko rozmówcy. Jak się z tym mam? Spoko. Jak mi się z tym żyje? Również spoko. Chcesz żebym zrobiła „po twojemu”? Przekonaj mnie. W dyskusji, w spokojnej rozmowie, mocą argumentów. Wtedy działa.
Mam się z tym podejściem całkiem nieźle. Funkcjonuję tak, w pracy, w życiu, w byciu i niebyciu. A, sorry w niebycie to ja odpływam w swojej nirwanie, mokszy czy czym tam podobnym. W niebycie nie dyskutuję tylko chłonę. Całą sobą zatapiam się w rzeczywistość w swoje „tu i teraz”. Każdym zmysłem doświadczam, przepływam i pozwalam żeby przeze mnie przepływało.
Autorytety gdzieś po drodze w tym płynięciu się zgubiły. Zmalały, zostały zmiażdżone. Bo jak autorytatywnie przyjmować czyjeś zdanie i wizję, kiedy ma się w sobie tylko i aż otwartość do dyskusji. Jak się psują autorytety? Prosto. Bardzo prosto. Kiedy osoba stawia się w pozycji silniejszego. Kiedy próbuje wykorzystać swoją „siłę” do tego, żeby ktoś uznał jej „rację”. I ostatecznie kiedy finalnie okazuje się, że pierdoli kocopoły i wymusza ich przyjęcie, a nic mądrego i wartościowego z tego i tak nie wyniknie. Tylko problemy. Tak, upadek autorytetu jest związany z tym, że ów zamiast pomóc, wskazać drogę, oświecić światłem nieprzebranej wiedzy i mądrości – tylko zaszkodził, zepsuł, zniszczył i jeszcze uważa że tak być powinno. I już! Tup, tup, noga uderza z agresją w podłogę.

Nie można więc mówić i prowadzić dyskusji z autorytetem. Podobno z takim się nie dyskutuje. Ale ja pyskata jestem, zadaję pytania, drążę, podważam. Nie dyskutuję tylko z wyższą siłą. Dużo większą ode mnie. Z wszechświatem się nie dyskutuje. Wszechświat prowadzi i płynie przeze mnie. I jeśli jest jakaś większa siła, to i tak opór jest bezcelowy.
Ale w stosunku do innej osoby? Pffff… Opieram się, dyskutuje, rozmawiam. Jak do dzieci. Jak do moich kotów, które i tak nie „słyszą” moich słów, za to doskonale reagują na emocje.

Wracam więc do sedna, do clue – jeśli chcesz mówić, mów tak żeby było miło. Mów to co inni chcą od ciebie usłyszeć, poddaj się ogółowi, nie pyskuj, grzeczne dziewczynki nie pyskują (i znowu Kubryńska), nie mówią brzydkich słów typu „chuj” i „kurwa mać”. Ma być miło. Pierdu, pierdu, a jaka tu pogoda była w tej Warszawie, a bo ja myślę że pociągi to drogie, a ty myślisz tak samo… a pierdu, pierdu, ma być miło. Komu miło, że tak zapytam? Mnie miło czy cioci Stasi, Basi czy Jasi? Nie wolno sprawiać przykrości, ma być tobie i tylko tobie przykro, żeby nikomu innemu nie było. Ale innym ma być miło, ty się nie liczysz, ty się musisz ukorzyć, posypać głowę popiołem jak ta męczennica.
W męczenników też nie wierzę, a poświęcenia dla większej sprawy, kiedy zazwyczaj ta „większa sprawa” polega głównie na tym żeby jakiejś tam cioci było miło. Nie moja sprawa. Tylko tej cioci. Moje są myśli, pytania do wszechświata, moje są miękkie słowa i mruczenie, ruch w biodrach i ciele. Moja jest cała przestrzeń. Pływam w chmurach. Nie ma tu miejsca na tupanie nogą. Jest miejsce na ciszę, na przebywanie, na rozmowę miękkim głosem.

Photo by: Pawel Andrzejewski (www.andrzejewskipawel.com)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Preferencje plików cookies

Inne

Inne pliki cookie to te, które są analizowane i nie zostały jeszcze przypisane do żadnej z kategorii.

Niezbędne

Niezbędne
Niezbędne pliki cookie są absolutnie niezbędne do prawidłowego funkcjonowania strony. Te pliki cookie zapewniają działanie podstawowych funkcji i zabezpieczeń witryny. Anonimowo.

Reklamowe

Reklamowe pliki cookie są stosowane, by wyświetlać użytkownikom odpowiednie reklamy i kampanie marketingowe. Te pliki śledzą użytkowników na stronach i zbierają informacje w celu dostarczania dostosowanych reklam.

Analityczne

Analityczne pliki cookie są stosowane, by zrozumieć, w jaki sposób odwiedzający wchodzą w interakcję ze stroną internetową. Te pliki pomagają zbierać informacje o wskaźnikach dot. liczby odwiedzających, współczynniku odrzuceń, źródle ruchu itp.

Funkcjonalne

Funkcjonalne pliki cookie wspierają niektóre funkcje tj. udostępnianie zawartości strony w mediach społecznościowych, zbieranie informacji zwrotnych i inne funkcjonalności podmiotów trzecich.

Wydajnościowe

Wydajnościowe pliki cookie pomagają zrozumieć i analizować kluczowe wskaźniki wydajności strony, co pomaga zapewnić lepsze wrażenia dla użytkowników.